ostatnia aktualizacja: 26-08-2008 13:54
Gdyby głupota umiała latać...
Utrata pracy, sprawa w sądzie i 400 funtów kary – tyle kosztowała polską stewardesę pracującą w Aberdeen jej własna głupota. Kilka godzin po alkoholowej libacji, w której udział brał też kapitan i pierwszy oficer, kobieta próbowała wejść na pokład samolotu.
Pomimo że stężenie alkoholu we krwi 24-letniej Moniki Ł. przekroczyło 1,5 raza dopuszczalny limit, nie przeszkodziło jej to w przyjściu tego dnia do pracy. 3 sierpnia Polka, która miała obsługiwać lot BMI do Portugalii, nigdzie jednak nie poleciała. Zamiast tego trafiła do aresztu.
O dziwnym zachowaniu dziewczyny służby lotniska w Aberdeen poinformowali celnicy. Przed sądem kobieta przyznała, że razem z kapitanem i pierwszym oficerem, pracującymi dla tej samej linii lotniczej, dzień wcześniej wypili kilka koktajli i dwie butelki wina. Badania wykazały, że Monika miała 57 mikrogramów alkoholu w 100 ml krwi.
Polka tłumaczyła, że wcale nie czuła się pijana i nie zdawała sobie sprawy, że przekroczyła dopuszczalny limit alkoholu. Lekkomyślność stewardesy spowodowała 6-godzinne opóźnienie samolotu. Dopiero po takim czasie udało się znaleźć dla niej zastępstwo.
Monika Ł. pracowała dla BMI od 10 miesięcy. Twierdziła, że nigdy nie została poinformowana o restrykcjach dotyczących alkoholu. Tego dnia czuła się dobrze. Bolała ją trochę głowa, więc wzięła ziołowe lekarstwo, żeby uśmierzyć ból.
Obrońca Polki dodał, że jego klientka przyznała się do picia alkoholu z kolegami w hotelu, gdzie nocowali po obsłudze lotu z Ibizy.
„Po kilku godzinach snu razem z resztą załogi autobusem udała się na lotnisko. Przeszli przez kontrolę. Celnicy zauważyli jednak, że z kobietą coś jest nie w porządku” - mówił adwokat Mike Munro.
Kierownik zmiany na lotnisku nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie Polki. Zaczęła pracę zgodnie z harmonogramem. Wtedy o podejrzeniach celników poinformował ją kapitan samolotu.
Iwona Kadłuczka – Goniec.com
Pomimo że stężenie alkoholu we krwi 24-letniej Moniki Ł. przekroczyło 1,5 raza dopuszczalny limit, nie przeszkodziło jej to w przyjściu tego dnia do pracy. 3 sierpnia Polka, która miała obsługiwać lot BMI do Portugalii, nigdzie jednak nie poleciała. Zamiast tego trafiła do aresztu.
O dziwnym zachowaniu dziewczyny służby lotniska w Aberdeen poinformowali celnicy. Przed sądem kobieta przyznała, że razem z kapitanem i pierwszym oficerem, pracującymi dla tej samej linii lotniczej, dzień wcześniej wypili kilka koktajli i dwie butelki wina. Badania wykazały, że Monika miała 57 mikrogramów alkoholu w 100 ml krwi.
Polka tłumaczyła, że wcale nie czuła się pijana i nie zdawała sobie sprawy, że przekroczyła dopuszczalny limit alkoholu. Lekkomyślność stewardesy spowodowała 6-godzinne opóźnienie samolotu. Dopiero po takim czasie udało się znaleźć dla niej zastępstwo.
Monika Ł. pracowała dla BMI od 10 miesięcy. Twierdziła, że nigdy nie została poinformowana o restrykcjach dotyczących alkoholu. Tego dnia czuła się dobrze. Bolała ją trochę głowa, więc wzięła ziołowe lekarstwo, żeby uśmierzyć ból.
Obrońca Polki dodał, że jego klientka przyznała się do picia alkoholu z kolegami w hotelu, gdzie nocowali po obsłudze lotu z Ibizy.
„Po kilku godzinach snu razem z resztą załogi autobusem udała się na lotnisko. Przeszli przez kontrolę. Celnicy zauważyli jednak, że z kobietą coś jest nie w porządku” - mówił adwokat Mike Munro.
Kierownik zmiany na lotnisku nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie Polki. Zaczęła pracę zgodnie z harmonogramem. Wtedy o podejrzeniach celników poinformował ją kapitan samolotu.
Iwona Kadłuczka – Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij
Trwa wczytywanie...

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.