Gorzka prawda o emigracji
Profesor Krystyna Iglicka mówi mocne rzeczy o emigracji i emigrantach. Czasem jej słowa są opacznie rozumiane i wtedy... zrywa się krzyk, oburzenie, protesty. „Goniec Polski” rozmawia z badaczką, która nie boi się powiedzieć, że politycy grający emigracyjną kartą przed ostatnimi wyborami wyrządzili Polakom z zagranicy krzywdę!
Prof. Iglicka to źródło kontrowersji. Tak było, gdy użyła w stosunku do Polaków w Wielkiej Brytanii określenia „pracownicy sektorów drugorzędnych” czy „stracone pokolenie”, gdy nie bała się powiedzieć, że „Polska staje się dla emigrantów macochą”. Bodaj największą awanturą skończyła się jej wypowiedź (później zdementowana) o 400 tys. Polaków opuszczających Wyspy, która posłużyła dziennikowi „Daily Mail” do żegnania się na dobre z polskimi imigrantami w tekście „Do widzenia, Brytanio”.
Ten wywiad też pewnie będzie komentowany jako zamach na wrażliwą duszę emigranta... O problemach współczesnych Janów bez Ziemi i o wnioskach płynących z raportu „Powroty Polaków w okresie kryzysu gospodarczego. W pętli pułapki migracyjnej” z prof. dr hab. Krystyną Iglicką, migration programme coordinator z Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie, rozmawia Jacek Rujna.
Archetyp polskiego emigranta to XIX wiek, Hotel Lambert, Latarnik i stary Wawrzon z „Za chlebem”. Czy mamy jakiekolwiek punkty styczne z tamtą emigracją, z romantycznym wygnaniem z ojczyzny?
– Nie macie! Przy czym nie mówię o wszystkich migrantach, nie chcę się narażać na zarzut bezrefleksyjnej generalizacji. Mówię o większości. Zmieniły się realia i w żaden sposób nie można was porównać nawet z emigracją z lat 80., czyli z czasów tzw. komuny. Wtedy były to wyjazdy w jedną stronę, po ewentualnym powrocie groziło zabranie paszportu, liczyć się trzeba było z szykanami wobec rodziny w Polsce. Jesteście falą wolnych, młodych ludzi, którzy po raz pierwszy w historii polskiej emigracji mają możliwość podjęcia legalnej pracy na rynkach europejskich.
Żegnamy się zatem od razu z mitem opuszczonej Matki Ojczyzny. Dziś idee i konieczności dziejowe wyparte zostały przez miejsce pracy i godziwy zarobek?
– I przez demografię! W wielu przypadkach jesteście wyżem z początku lat osiemdziesiątych, ludźmi, dla których nie było miejsca na polskim rynku pracy, beneficjentami niedopasowania systemu edukacyjnego do potrzeb rynku pracy. W wielu przypadkach zdobyliście wyższe wykształcenie myśląc, że będziecie pokoleniem ludzi sukcesu. Takim jak pokolenie, które startowało na początku lat dziewięćdziesiątych, mające często wtedy byle jakie studia, nie znające angielskiego, ale w okresie transformacji zdobywające bardzo wysokie pozycje. Z wami to się nie udało, transformacja się skończyła i teraz nie tak łatwo już „powojować”.
Martwi nas, co często w Polsce o sobie słyszymy: że zdrada emigranta, że „podcieramy zadki na Wyspach” albo „tłuczemy się na zmywaku”. Zasługujemy na taką deprecjację?!
– Zdrada? Nie myślę w tych kategoriach. Wyjazd to wciąż kwestia wolnego wyboru, ambicji, czasami zwyczajnie braku tego wyboru w Polsce. Nie wyjeżdżaliście przecież w sytuacji zagrożenia ojczyzny wojną, puczem politycznym, zaborem, uzależnieniem od Rosji czy Niemiec… Nie, to właśnie ojczyzna wynegocjowała dla was możliwość otwarcia rynków pracy, a trzy kraje się na to zdecydowały. Przeprowadziliście czysty rachunek ekonomiczny zysków i strat i zdecydowaliście się wyjechać.
Skąd takie opinie w Polsce o „zmywakach”? To bolesne!
– Podczas jednego z moich wykładów w Londynie nazwałam was „straconym pokoleniem”, „pokoleniem porażki”. Od razu oczywiście rozpętała się burza, zarówno w internecie, jak i na sali wykładowej. A co ja miałam na myśli? Nie mówię o wszystkich imigrantach, ale o poważnym problemie społecznym i o tym chcę rozmawiać. Oto wyjechali ludzie z wykształceniem wyższym, marzeniami, ale – niestety – prace, które na nich czekały, nie były zgodne z ich wykształceniem. Rynki zachodnie potrzebowały taniej siły roboczej i wielu z was się na to zdecydowało. Nie były to przy tym prace wakacyjne, bo nie ma nic złego w tym, że student przez trzy miesiące popracuje w McDonald’sie czy na budowie, w szpitalu albo w sklepie – to nic złego i jest to fantastyczne doświadczenie. Ale jeśli to doświadczenie przedłuży się do dwóch, trzech, pięciu lat – to możemy mówić o dekwalifikacji i deprecjacji zawodowej. To jest też problem, który obserwujemy na rynku w Polsce. Ci, którzy wracają, mają przerwę w życiorysie. Pracodawca nie widzi w was niczego szczególnego. Wasz język angielski też przecież w wielu wypadkach jest bardzo wątpliwy. Nie jesteście atrakcyjnymi pracownikami dla pracodawców i z tych przyczyn pozwoliłam sobie nazwać was „straconym pokoleniem”. Z całym szacunkiem. Wpadliście w pułapkę emigracyjną…
Po co w takim razie polskie miasta, Wrocław czy Szczecin, zdecydowały się na prowadzenie, budzących tu w najlepszym razie rechot, akcji „Wracajcie, mamy dla was pracę i perspektywy”? Po co taka propagandowa hucpa, na dodatek z kieszeni polskiego podatnika?
– Byłam przeciwnikiem „Akcji: Powroty”. To było trochę manipulacyjne, trochę PR-owskie, trochę nieudane, a trochę skierowane pod rodziców, którzy zostali w Polsce.
Trochę? To przecież było sztandarowe hasło: druga Irlandia, cuda, „też możecie żyć normalnie”...
– Istotnie, to było jedno z naczelnych haseł PO i jednocześnie zimna polityczna kalkulacja i manipulacja w programie wyborczym. Potem, idąc za ciosem, manipulacja rozbudzająca nieprawdopodobne nadzieje wśród młodych ludzi. I jeszcze później był „Masz plan na powrót?” i „Powrotnik”. Równocześnie zaczął się kryzys, Olsztyn i Łódź z promocji własnych miast za Kanałem się przytomnie wycofały…
Czy zatem w 2007 roku politycy wyrządzili szkodę młodym Polakom przy urnach w Londynie i Dublinie, wykorzystując potencjał emigrancki dla doraźnego celu? Byłaby to krzywda dla postaw propaństwowych i obywatelskich?
– Oczywiście, że tak! Absolutnie. Politycy dla doraźnego wyborczego celu wyrządzili tym młodym ludziom, jak i społecznej strukturze państwa wielką krzywdę. To jest właśnie przerażające teraz – poziom frustracji, niechęci, niezadowolenia, poczucia zdradzenia, obcości… A przecież nie jesteście ludźmi, którzy wyjeżdżali w okresie komunizmu, gdy ktoś zabrania wracać. To w istocie przyniosło straty – i wam, i nam. Czyli państwu. Dziś trzeba nad tym pracować, podjąć pracę u podstaw, bo zwyczajnie nie mamy innego wyjścia.
Czasem słyszymy: „Nie wracajcie do Polski, nie zabierajcie nam miejsc pracy”.
– To marginalne głosy, choć i u moich studentów wyłowiłam obawy, że wam będzie na polskim rynku pracy łatwiej, bo macie więcej pieniędzy, bo macie dzięki temu łatwiejszy start. Wciąż pokutuje mit bogatego wujka z Ameryki, który wracał ze Stanów i „ustawiał” rodzinę na kilka lat. Tymczasem jest tak, że te wasze pieniądze – jeśli w ogóle są – zostały okupione niezwykle ciężką pracą, często fizyczną, kosztami rozłąki z rodziną. Nie ma czego zazdrościć, bo emigracja jest często traumatycznym przeżyciem, a nie „fajną przygodą”. Rzeczywiście, do niedawna było tak, że „jeśli już wrócił z zagranicy to jednak – „nieudacznik”. Teraz jednak ludzie w Polsce wiedzą, że prawda bywa inna, że często wprost z lotniska trafiacie na kozetki psychoterapeutów, wymagacie zwyczajnie pomocy fachowców. Przebija się prawda, że decyzja o emigracji jest ciężka, ale decyzja o powrocie jest jeszcze cięższa. Poza tym nie zapominajmy, że często wy – po Londynie, Glasgow czy Dublinie – lądujecie w Łowiczu, Suwałkach czy Sochaczewie. A przecież już się przyzwyczailiście do innych relacji pracy, relacji ludzkich, kulturowych, do anonimowości… Jest wam w związku ze zderzeniem dwóch światów bardzo źle i frustracja narasta. Wpadliście we wspomnianą pułapkę emigracyjną – dysponujecie wiedzą sprzed pięciu lat, z którą wyjeżdżaliście z Polski, a jest ona dziś często zdezaktualizowana. Po drugie: nie pracowaliście w swoich zawodach. Po trzecie: wasz angielski to często mit, a młodzi ludzie w Polsce znają go niekiedy lepiej! Teraz musicie zaczynać wszystko od nowa, a na dodatek – przyzwyczajeni do stawek emigracyjnych – nie możecie zaakceptować bezkrytycznie pensji rzędu 2,5 tysiąca złotych na miesiąc. O tym wszystkim piszę w raporcie. Podkreślam – nie oceniam was, stoję za wami murem, staram się pomóc, diagnozuję sytuację.
Do kogo raport jest skierowany? Co z niego wynika w praktyce?
– Wysłany został do Sejmu, Senatu, Kancelarii Premiera, ministra pracy, MSWiA…
Kto go przeczytał, jakie są jego owoce?
– Owszem, były liczne interpelacje poselskie, burza w mediach, źle i nieco agresywnie się zachowali doradcy pana premiera po tej lekturze. Cóż mogę więcej zrobić?! Larum w prasie i przedsięwzięcia, by rzecz przedyskutować, by ewentualny „Powrotnik” nie sprowadzał się do „jak zarejestrować w Polsce samochód z kierownicą po prawej stronie”, ale raczej – jak znowu poczuć się u siebie, jak znaleźć pracę, jak budować społeczeństwo obywatelskie, jak zintegrować się z polskim rynkiem pracy.
Jedno z ostatnich zdań pani raportu zawiera uwagę, że dotychczasowa polityka wobec powracających imigrantów skutkować może „wzrostem napięć społecznych”. Mielibyśmy robić w Polsce rewolucję?
– Nic podobnego. Przestrzegam jedynie przed możliwością narastania w Polsce postaw: „wracacie, zabieracie nam pracę”. Przestrzegam przed wzajemną niechęcią, manifestacjami, ewentualnymi strajkami, całym wachlarzem możliwych zdarzeń. To nie jest zdeterminowane, ale możliwe. Dlatego nie wolno uznać, że jeśli tego nie chcemy, to tego po prostu nie będzie!
Dziękuję za rozmowę.
Wnioski z raportu
Główne tezy raportu prof. dr hab. Krystyny Iglickiej „Powroty Polaków w okresie kryzysu gospodarczego. W pętli pułapki migracyjnej”.
- Znaczna część migrantów poakcesyjnych stara się przetrwać kryzys za granicą, wielu z nich pozostanie tam na stałe. Należy wzmacniać struktury polonijne, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
- Utrata pracy przez część z nich przy strategii przetrwania spowodować może wyzysk ze strony zagranicznych pracodawców, rosnącą marginalizację na rynku pracy, większy poziom ubóstwa wśród niektórych grup imigranckich oraz narastające postawy ksenofobiczne ludności rdzennej wobec cudzoziemców, która w obliczu kryzysu czuje się tak samo zagrożona możliwością utraty pracy i pogarszającą się sytuacją życiową.
- Polskie władze oraz ośrodki polonijne i organizacje pozarządowe powinny szczególnie monitorować tę sytuację.
- Sytuacja ekonomiczna Polaków w Irlandii nie jest tak korzystna, jak w Wielkiej Brytanii. Migranci, którzy wracają z Irlandii, nie myślą o powtórnym wyjeździe do tego kraju w okresie recesji. Należy zwrócić szczególną uwagę na sytuację społeczno-ekonomiczną Polaków, którzy zdecydowali się zostać w Irlandii.
- Część polskich emigrantów, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, spotyka się z niską dostępnością do świadczeń społecznych. Może to świadczyć o niemożności radzenia sobie ze strukturą biurokratyczną instytucji brytyjskich.
- Niektóre media nadmiernie wyolbrzymiają kwestię zasiłków pobieranych przez Polaków, co może prowadzić również do konfliktów w okresie kryzysu. Media polonijne i polskie powinny reagować na tego typu próby manipulacji.
- Pobyt za granicą spowodował nasilenie się zjawiska „podwójnej marginalizacji” ekonomicznej części migrantów. Emigranci z wykształceniem zawodowym i średnim szukają po powrocie do Polski pracy w swojej branży, której z uwagi na kryzys często nie ma. Emigranci z wykształceniem wyższym wpadają w pułapkę tzw. „przerwy w życiorysie” z powodu pracy za granicą poniżej kwalifikacji.
- Niemożność znalezienia pracy w Polsce to czynnik, który działa wypychająco, co doprowadza do kolejnej fali wyjazdów migrantów powrotnych bądź to do kraju emigracji, bądź do innego kraju, w którym zaistnieją możliwości pracy i zarobków.
- 23 proc. respondentów stwierdziło, że nie wróciło do Polski na stałe, 30 proc. nie miało wyrobionej opinii w tej sprawie. Wśród osób planujących wyjazd (kolejną migrację) z Polski 78 proc. twierdzi, że wyjedzie jeszcze w tym roku. 18 proc. migrantów powrotnych planuje kolejną migrację „na stałe”, dla kolejnych 18 proc. będzie to wyjazd na dłużej niż rok.
- Skala migracji powrotnych może się nasilić. Czy będą to powroty na stałe czy też głównie powroty „eksploracyjne”, zależy od sytuacji gospodarczej Polski i stopy bezrobocia, zwłaszcza w ujęciu regionalnym.
- Przy większych liczbach powracających migrantów w okresie kryzysu zaostrzyć się może problem „podwójnej marginalizacji”. Część powracających znaleźć się może w niezwykle trudnej sytuacji, na którą wpływ będą miały zarówno czynniki ekonomiczne, jak i psychologiczne. Prowadzić to może do wzrostu napięć społecznych.
- Należy zastanowić się, dlaczego w 5 lat po wejściu Polski w struktury UE migracje zarobkowe i praca za granicą stanowią nadal dla sporego segmentu społeczeństwa jedyną możliwość pracy i utrzymania się.
- W okresie globalnej walki o siłę roboczą sprawą najwyżej wagi jest zdefiniowanie celów i metod polityki gospodarczej Polski, która będzie zapobiegać dalszemu drenażowi polskiej siły roboczej.
Jacek Rujna
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
RSS













Drukuj
Wyślij
Trwa wczytywanie...

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.
(2010-08-25 15:51:01)
Powrotnik
Pani Profesor krytykuje rządowy "Powrotnik" w sposób, który wskazuje na to, że nie zna jego wersji on-line. Można w niej znaleźć wiele praktycznych informacji na temat poszukiwania pracy w Polsce, zakładania działalności gospodarczej i ubiegania się o dotacje, wskazówek dotyczących zamykania spraw w UK, Irlandii i USA, a nawet - poradnik psychologiczny. Wystarczy zgooglować~znawca
(2009-11-03 23:49:34)
Gorzka prawda o nauce
Wielce Szanowna Pani Profesor,~Andrzej S.
Wielce Szanowny Panie Redaktorze.
Ślepy traf (za pośrednictwem nieocenionego portalu Onet.eu) sprawił, że przeczytałem rozmowę redakcji "Gońca Polskiego" z prof. Krystyną Iglicką. Przykro stwierdzić, ale lektura powyższego okazała się zwykłą stratą czasu. Można było oczekiwać solidnie przemyślanej analizy opartej o profesjonalnie zebraną wiedzę. A co otrzymaliśmy w zamian? Publicystyczne, intuicyjne stwierdzenia poparte wątpliwej jakości badaniami. Obawiam się, że gdyby polski emigrant tak pracował "na zmywaku" jak pani Profesor "w nauce", musiałby szybko spakować walizki. Prawdziwy problem nie polega jednak na tym, że prof. Iglicka traktuje swoje obowiązki pobieżnie, lecz na tym, że stała się "dyżurnym" ekspertem od spraw emigracji, której w dodatku jest wrogiem.
Pół dnia tropiłem w necie wypowiedzi pani Profesor. Oto ta najważniejsza (Polityka nr. 2679 z 8 listopada 2008): "Według prof. Krystyny Iglickiej, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych, światowy kryzys na pewno sprawi, że ci emigranci, którzy rozważali powrót do kraju, przyspieszą decyzje o przyjeździe. Tylko z Wysp Brytyjskich może wkrótce wyjechać ok. 400 tys. naszych rodaków: – Już wcześniej uważałam, że mamy szansę odzyskać co trzeciego z około 1,2 mln Polaków, którzy tam są. Zakładałam jednak, że będzie to rozłożone na lata. Teraz przypuszczam, że ta fala może ruszyć jeszcze przed wiosną. Choć niekoniecznie wszyscy przyjadą do Polski, a ci, którzy przyjadą, nie zawsze zostaną na stałe."
Starego Bacę zapytano kiedyś, jak przepowiadać pogodę. Trzeba panie stanąć nad Dunajcem. Jeżeli widać drugi brzeg bardzo wyraźnie to znaczy że będzie padać. A gdy nie widać to znaczy że właśnie pada.
Niespełnioną, a wyssaną z palca przepowiednię pani Profesor - pomijam.
Zapoznałem się również z obszernie cytowanym w wywiadzie raportem dla Centrum Stosunków Międzynarodowych. Ech, łza się w oku kręci, gdy wspomni się klasykę polskich badań socjologicznych. Malanowski, Najduchowska, Pohoski, Wesołowski, Nowak, Nowakowski. Wszędzie nudna rutyna: przegląd literatury, konceptualizacja problemu badawczego, hipotezy do weryfikacji, dobór próby, wyniki i wnioski. Nowatorski raport „Powroty Polaków w okresie kryzysu gospodarczego. W pętli pułapki migracyjnej” dość dowolnie traktuje rygory metodologiczne. Konia z rzędem temu, kto po lekturze publikacji stwierdzi co właściwie miało być poddane weryfikacji. Zadziwia niefrasobliwość doboru ankietowanych osób. Próbka snowball stosowana jest w przypadku homogenicznych, ukrytych, na ogół patologicznych środowisk (przestępcy, prostytutki, narkomani). Ankieterzy PBS-u pogadali z dwoma setkami znajomych z pięciu wielkich miast. Tylko Autorka wie, dlaczego wyniki tych pogawędek mają być reprezentatywne dla całości populacji „powracających”. O zamieszczonych na końcu raportu banalnych „wnioskach i rekomendacjach” litościwie przemilczę, choć rada, by wzmacniać w UK struktury polonijne zasługuje na szczególne podkreślenie. Nie tylko ja uznałem wnioski z badań za miałkie. Prof. Iglicka sama stwierdza, że "...źle i nieco agresywnie się zachowali doradcy pana premiera po tej lekturze."
Pozostawiając „kontrowersyjne” wypowiedzi wybrańcom z Wiejskiej i dziennikarzom kolorowych gazet, warto powrócić do nauki, czyli mrówczego gromadzenia wiedzy o realnie dziejących się społecznych procesach. Tak wiele jest pytań bez odpowiedzi i tak wiele niezbadanych problemów. Zjawisko emigracji w świadomości współczesnego Polaka. Czy i jak zmieniło się pojęcie emigranta? Czy jest on, jak przed laty wychodźcą i tułaczem, czy może człowiekiem biorącym swoje sprawy we własne ręce? Czy Kowalski z rodziną, mieszkając w odległym od Polski o trzy godziny lotu Londynie w ogóle czuje się emigrantem? Emigracja: przymus czy wybór, na stałe czy na trochę? Analiza porównawcza psychospołecznych konsekwencji bycia emigrantem bądź bezrobotnym w kraju. Konflikt roli: magister na zmywaku. Procesy adaptacji i asymilacji, dyfuzja kultur: czy Polacy na obczyźnie chcą zachować narodową odrębność? Jak wyjazd z kraju wpływa na zmiany postaw społecznych? Czy i jak zmieniają się wymagania wobec kraju rodzinnego pod wpływem doświadczeń z emigracji? ... Tak na marginesie, czy ktokolwiek w Polsce ma wiedzę kto wyjechał z kraju?
Kończąc. Nauka, na ile to możliwe, musi być obiektywna. Demonstrując a priori niechętną wobec zjawiska emigracji postawę, prof. Iglicka traci zawodową wiarygodność.
Redakcji, bezkrytycznie i bezrefleksyjnie komplementującej naukowy autorytet, dedykuję inną góralską opowieść. Baca oprowadza turystów po Tatrach. Czy wiecie, że Tatry mają dwa miliony lat i trzy miesiące. Skąd wiecie to aż z taką dokładnością? No, był tu jeden naukowiec trzy miesiące temu i gadał, że mają dwa miliony. To ile mogą mieć teraz?
Łączę wyrazy szacunku i bardzo serdecznie pozdrawiam Redakcję życząc przetrwania w niełatwym czasie,
Andrzej Sobolewski
Wiltshire, UK/Warszawa PL
andrzej_sobolewski@wp.pl
(2009-11-03 23:23:15)
Gorzka prawda o nauce
Wielce Szanowna Pani Profesor,~Andrzej S.
Wielce Szanowny Panie Redaktorze.
Ślepy traf (za pośrednictwem nieocenionego portalu Onet.eu) sprawił, że przeczytałem rozmowę redakcji "Gońca Polskiego" z prof. Krystyną Iglicką. Przykro stwierdzić, ale lektura powyższego okazała się zwykłą stratą czasu. Można było oczekiwać solidnie przemyślanej analizy opartej o profesjonalnie zebraną wiedzę. A co otrzymaliśmy w zamian? Publicystyczne, intuicyjne stwierdzenia poparte wątpliwej jakości badaniami. Obawiam się, że gdyby polski emigrant tak pracował "na zmywaku" jak pani Profesor "w nauce", musiałby szybko spakować walizki. Prawdziwy problem nie polega jednak na tym, że prof. Iglicka traktuje swoje obowiązki pobieżnie, lecz na tym, że stała się "dyżurnym" ekspertem od spraw emigracji, której w dodatku jest wrogiem.
Pół dnia tropiłem w necie wypowiedzi pani Profesor. Oto ta najważniejsza (Polityka nr. 2679 z 8 listopada 2008): "Według prof. Krystyny Iglickiej, demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych, światowy kryzys na pewno sprawi, że ci emigranci, którzy rozważali powrót do kraju, przyspieszą decyzje o przyjeździe. Tylko z Wysp Brytyjskich może wkrótce wyjechać ok. 400 tys. naszych rodaków: – Już wcześniej uważałam, że mamy szansę odzyskać co trzeciego z około 1,2 mln Polaków, którzy tam są. Zakładałam jednak, że będzie to rozłożone na lata. Teraz przypuszczam, że ta fala może ruszyć jeszcze przed wiosną. Choć niekoniecznie wszyscy przyjadą do Polski, a ci, którzy przyjadą, nie zawsze zostaną na stałe."
Starego Bacę zapytano kiedyś, jak przepowiadać pogodę. Trzeba panie stanąć nad Dunajcem. Jeżeli widać drugi brzeg bardzo wyraźnie to znaczy że będzie padać. A gdy nie widać to znaczy że właśnie pada.
Niespełnioną, a wyssaną z palca przepowiednię pani Profesor - pomijam.
Zapoznałem się również z obszernie cytowanym w wywiadzie raportem dla Centrum Stosunków Międzynarodowych. Ech, łza się w oku kręci, gdy wspomni się klasykę polskich badań socjologicznych. Malanowski, Najduchowska, Pohoski, Wesołowski, Nowak, Nowakowski. Wszędzie nudna rutyna: przegląd literatury, konceptualizacja problemu badawczego, hipotezy do weryfikacji, dobór próby, wyniki i wnioski. Nowatorski raport „Powroty Polaków w okresie kryzysu gospodarczego. W pętli pułapki migracyjnej” dość dowolnie traktuje rygory metodologiczne. Konia z rzędem temu, kto po lekturze publikacji stwierdzi co właściwie miało być poddane weryfikacji. Zadziwia niefrasobliwość doboru ankietowanych osób. Próbka snowball stosowana jest w przypadku homogenicznych, ukrytych, na ogół patologicznych środowisk (przestępcy, prostytutki, narkomani). Ankieterzy PBS-u pogadali z dwoma setkami znajomych z pięciu wielkich miast. Tylko Autorka wie, dlaczego wyniki tych pogawędek mają być reprezentatywne dla całości populacji „powracających”. O zamieszczonych na końcu raportu banalnych „wnioskach i rekomendacjach” litościwie przemilczę, choć rada, by wzmacniać w UK struktury polonijne zasługuje na szczególne podkreślenie. Nie tylko ja uznałem wnioski z badań za miałkie. Prof. Iglicka sama stwierdza, że "...źle i nieco agresywnie się zachowali doradcy pana premiera po tej lekturze."
Pozostawiając „kontrowersyjne” wypowiedzi wybrańcom z Wiejskiej i dziennikarzom kolorowych gazet, warto powrócić do nauki, czyli mrówczego gromadzenia wiedzy o realnie dziejących się społecznych procesach. Tak wiele jest pytań bez odpowiedzi i tak wiele niezbadanych problemów. Zjawisko emigracji w świadomości współczesnego Polaka. Czy i jak zmieniło się pojęcie emigranta? Czy jest on, jak przed laty wychodźcą i tułaczem, czy może człowiekiem biorącym swoje sprawy we własne ręce? Czy Kowalski z rodziną, mieszkając w odległym od Polski o trzy godziny lotu Londynie w ogóle czuje się emigrantem? Emigracja: przymus czy wybór, na stałe czy na trochę? Analiza porównawcza psychospołecznych konsekwencji bycia emigrantem bądź bezrobotnym w kraju. Konflikt roli: magister na zmywaku. Procesy adaptacji i asymilacji, dyfuzja kultur: czy Polacy na obczyźnie chcą zachować narodową odrębność? Jak wyjazd z kraju wpływa na zmiany postaw społecznych? Czy i jak zmieniają się wymagania wobec kraju rodzinnego pod wpływem doświadczeń z emigracji? ... Tak na marginesie, czy ktokolwiek w Polsce ma wiedzę kto wyjechał z kraju?
Kończąc. Nauka, na ile to możliwe, musi być obiektywna. Demonstrując a priori niechętną wobec zjawiska emigracji postawę, prof. Iglicka traci zawodową wiarygodność.
Redakcji, bezkrytycznie i bezrefleksyjnie komplementującej naukowy autorytet, dedykuję inną góralską opowieść. Baca oprowadza turystów po Tatrach. Czy wiecie, że Tatry mają dwa miliony lat i trzy miesiące. Skąd wiecie to aż z taką dokładnością? No, był tu jeden naukowiec trzy miesiące temu i gadał, że mają dwa miliony. To ile mogą mieć teraz?
Łączę wyrazy szacunku i bardzo serdecznie pozdrawiam Redakcję życząc przetrwania w niełatwym czasie,
Andrzej Sobolewski
Wiltshire, UK/Warszawa PL
andrzej_sobolewski@wp.pl
(2009-11-02 22:13:05)
pokolenie ...nie do konca stracone , moze predzej zagubione
No coz p. Iglicka ma bardzo ciety jezyk , prawdopodobnie jej sie ulozylo ... ale niech pani nie zapomina , ze mamy prawdopdobnie te same lata i tez pamietam lata 80-te i wiem jak wygladaly wtedy ucieczki . Znam to nie z opowiadan a z zycia ! A tak naprawde to tylko jedno pytanie ... gdzie jest nasza Ojczyzna ??? Ojczyzna -macocha ??? Dobrowolnie w zyciu bysmy nie wyjechali , gdyby nas sytuacja nie zmusila i to wlasnie 5 lat temu . Mam mieszane uczucia co do pani wypowiedzi , ale nas jest wiecej i bardziej realnie patrzymy na swiat . Tez chce wrocic do Polski do mojego domu , bo tutaj pomimo , ze nie pracuje na zmywaku , a w moim zawodzie mam serdecznie dosc WSZYSKIEGO ...~jk
(2009-11-01 19:27:14)
Cienizna wyziera
z raportu i komentarzy. Przeciez Polska jest w Unii gdzie jest wspolny rynek pracy. Dzieki konkurencji na tym rynku poprawia sie ludziom wszedzie. Ale troche ten rynek byly wypaczoany przez zycie na kredyt w takich krajach jak UK, Irlandia czy Hiszpania gdzie bylo bardzo duzo pracy sztucznie napedzanej. Teraz to wrocilo do normy i nie ma tak duzo pracy jak przedtem wiec i ludzi nie bedzie tak gnalo.~wiechu
(2009-11-02 13:07:49)
Cienizna to wyziera ale z twojego komentarza
Podajesz argumenty, ktore moglby wymyslic dzieciak w gimnazjum. I tymi slowami chcesz udowodnic ze artykul i posty sa cienkie??~Josh-osh33
Sa ludzie ktorzy mowia to co wiedza i tacy ktorza wiedza co mowia. Zdajesz sie zaliczac do pierwszej grupy.
Masz cos do powiedzenia: uzyj koknretnych argumentow, poprzyj dowodami, nadaj sens swojej wypowiedzi mozna strescic w nastepujacy sposob "artykul cienki, komentujacy tez i tyle". Dlaczego tak uwazasz: bo tak i juz - ot cala wypowiedz.
(2009-11-01 16:20:04)
A co z absolwentami uczelni, ktorzy pozostali w PL??
Ciekawe jest to ze Pani profesor podobnie jak wielu innych badaczy podkresla fakt pracy ponizej kwalifikacji polskich emigrantow co wiaze sie scisle z tzw brain drain.~GT_BD9
Interesujace jest jednak to, ze wielu absolwentow wyzszych uczelni w Polsce pracuje ponizej kwalifikacji. Czy ktos dyskutuje o tym problemie?? Nie! Poniewaz o kimis kto dajmy na to skonczyl ekonomie badz zarzadzanie i jest zmuszony podjac prosta prace biurowa polegajaca na odbieraniu telefonow i robieniu kserokopii za 1,000 zl na miesiac (wariant nie mam znajomosci a moj tatus/wojek nie zalatwi mi posadki) mowi sie ze jest elastyczny, dostosowuje sie do potrzeb rynku pracy a nie ze marnotrawi swoja wiedze zdobyta w czasie 5 lat studiow okupiony nieprzespanymi nocami czy szarpanina z wykladowcami, ktorzy chca za wszelka cene udu**c conajmniej polowe roku zeby pokazac studentom ze sa nikim i nic nie wiedza.
Kwestia tylko tego typu co ma wspolnego makro/mikroekonomia badz ekonometria z parzeniem kawy i porzadkowaniu papierow?! ilu absolwentow laduje w takich pracach zaraz po studiach, jak wielu z nich jest w tym momencie bezrobotnymi??
Wielu z moich kolezanek i kolegow z ekonomii (na panstwowym uniwerku) pracuje nadal - w ponad 2 lata po ukonczonyc studiach - w administracji panstwowej, w bankach czy biurach rachunkowych wykonujac proste prace za 1,000 -2,000 zl na miesiac. Nie maja szans na awans, za pieniadze ktore zarabiaja nie bede w stanie otrzymac kredytu a wiedze, ktora powinni uzywac z zakresu zarzadzania, statystyki, ekonometrii czy przedsiebiorczosci traca bezpowrotnie bo mozg czlowieka to nie dysk twardy i pewne informacje poprostu z czasem uciekaja z glowy.
Bylbym ostrozny nazywajac emigrantow straconym pokoleniem. Ci ludzie zrobili duzo dla Polski a zrobia w przyszlosci jeszcze wiecej. Juz teraz wielu z nich wysyla potezne kwoty do kraju. Niektorzy wspieraja rodziny, ktore pozniej wydaja przeslane srodki na zywnosc pobudzajac okoiczny handel. Inni kupuja/buduja domy wspomagajac rodzimy biznes i dajac prace ludziom zatrudnionym na budowach, firmom deweloperskim, agencjom nieruchomosci. Wielu z emeigrantow, ktorzy mieszkaja w UK i Irlandii doksztalca sie, studiuje (moja skromna osoba zalicza sie do tej kategorii) i byc moze wroci do kraju jesli znajda w Polsce mozliwosc rozwoju, robienia kariery, zarabiania godziwych pieniedzy. Ci ludzie beda oczekiwac godziwych plac, przyjaznych urzedow, dobrej jakosci drog i autostrad bo to wlasnie maja na codzien, tu na emigracji. Czy ktos obecnie w Polsce ma tak duzy wplyw na gospodarke, spoleczenstwo jak emigranci? Smiem watpic! Ani politycy, ani dzialacze ani zadna grupa zawodowa nie ma az tak duzego wplywu na Polske jak Ci, ktorzy mieszkaja poza nia.
(2009-11-01 14:10:56)
Wesoły emigrant :)
Szanowna Pani doktor ma postawę bardzo spaczoną poprzez studiowanie jakiś tabel statystycznych. Wiele Polaków w UK planuje powrót do Polski, ale jak już uzbiera pewne środki finansowe. Dlatego pracuje cięzko, odkłada i buduje sobie domu w Polsce lub kupuje mieszkania. Dużo osób otwiera swoje własne firmy jednoosobowe po powrocie i nakręca lokalną ekonomię. Pracodawca docenia naszą znajomośc języka czy też ukończenie dodatkowych kursów w UK tylko boi się że będzie musiał nam zapłacić odpowiednio. Może się Pani lepiej na rozmowę umówi z Profesorem Andrzejem Rychardem i skonsultuje swoje prace badawcze uzyskując fachowej opinii. Mój profil: 27lat, wyzsze wyształcenie, ur. w Warszawie, miałem 5 z socjologii na studiach.~enkey
(2009-10-31 19:40:32)
Gorzka prawda o IIIRP
Pani doktor nie rozumie wiele rzeczy na ten temat i tez tu nie miejsce opisywac szeroko o realiach IIIRP ( smutna prawda czym jest polityczne panstwo IIRP - prawda o IIIRP jest powodem dlaczego wielu wyjechalo i wiele po powrocie ponownie wyjedzie).~nie powrotnik
jestesmy naprawde wspanialym narodem ale politycy zrobili z polski folwark dla kretaczy i hochsztaplerow, dla uczciwych nie ma miejsca.
Kto by chcial mieszkac w panstwie bez prawa i bez przyszlosci dla uczciwych obywateli.
(2009-10-31 13:01:52)
:-D
Jak zwykle typowo PRL-owskie myslenie. Nie jestesmy atrakcyjni dla pracodawcow bo k.... nie chcemy pracowac za miske ryzu. Nasza desperacja: mozemy zwiedzac swiat ,odkladac pieniadze inwestowac w PL lub gdziekolwiek indziej. My biedni stracency! Doslownie jestem zlalamny ,ze 98% znajomych z polandu zazdrosci mi wycieczek samochodu i innych dobr materialnych. Czasy pracy na zmywaku zakonczyly sie juz dawno. I moze czasem zateskni sie za krajem to zaraz przychodzi mysl o polskiej korupcji niskich placach i wegetacji. Polscy pracodawcy na nas czekaja i chetnie nas przyjma do pracy byle za miske ryzu. Ktos przeciez musi pracowac na PO i pania Iglicka aby mogla wypisywac swe pseudo naukowe felietony.~Ferdynant K.
(2009-10-30 13:42:23)
Plszecie ciągle o młodej emigracji o młodych a jest tu bardzo wielu ludzi po 40 i 50 bo w Polsce w tym wieku pracownik to śmieć którego się pozbywano.W UK było innaczej.Teraz jest trudno ale w naszym wypadku nawet myśleć o powrocie nie możemy.Bo tylko na śmietnik a tu też bardzo ciężko.Pani Profesor ani zająknie się o nas.NA SMIETNIK~50+