ostatnia aktualizacja: 18-08-2008 13:07
Przeżyli cudem pod gruzami
Trzech Polaków zostało uwięzionych w nocy z soboty na niedzielę pod gruzami parterowego domu w Looe. Na budynek zawalił się mur oporowy. – To prawdziwy cud, że lokatorom nic się nie stało – przyznają ratownicy.
Zaczęło się od „głośnego huku”. Około północy jeden z mieszkańców Barbican Hill, we wschodniej części Looe, zaniepokojony dziwnymi odgłosami wezwał policję. Po chwili na miejscu była już także straż pożarna.
Pod naciskiem wody, którą przesiąknięty był brzeg rzeki Looe, zawalił się mur oporowy. Tony gruzu uderzyły w parterowy dom, burząc tylną ścianę i załamując dach budynku. Dramatyczna akcja ratunkowa rozpoczęła się natychmiast.
Podczas gdy część służb ratunkowych przeprowadzała ewakuację okolicznych mieszkańców, reszta, nie tracąc czasu, próbowała dostać się do budynku. Pierwszy do środka wszedł przez okno posterunkowy Harvey Snell. Jednego z Polaków przygniotły belki stropowe. Spod gruzu wystawała tylko jego ręka i część głowy. Policjant, pomimo że budynek groził zawaleniem, został z mężczyzną do momentu, aż do akcji ze specjalnym sprzętem nie wkroczyli strażacy.
– Robiłem tylko to, co zrobiłby każdy na moim miejscu. Byłem pierwszy. Wszedłem, aby sprawdzić, czy są ranni. Dom był zniszczony. Tylnej ściany właściwie wcale nie było – opisuje Harvey Snell na łamach serwisu thisisplymouth.co.uk.
– Dotarłem do dwóch Polaków, którzy mogli się poruszać. Pomogłem im wydostać się przez okno. Było bardzo ciemno. Pod gruzem dostrzegłem jedynie rękę i tył głowy trzeciego mężczyzny. Wszędzie leżały kawałki pokruszonego betonu. Pierwsi dwaj mężczyźni mieli ok. 20 lat, trzeci z nich ok. 40. Słabo mówił po angielsku – dodaje.
– Trzymałem go za rękę i nie przestawałem z nim rozmawiać. Ze względu na ciężar i ryzyko zawalenia nie mogłem nic ruszyć na własną rękę – tłumaczy.
20 minut po północy na miejscu pojawili się strażacy. Policjant, któremu kazano opuścić budynek, zdecydował, że będzie kontynuował rozmowę z mężczyzną przez okno. Polaka udało się uwolnić ok. godz. 1.25. Był w zaskakująco dobrym stanie.
Około godz. 2 mieszkańcy okolicy wrócili do swoich domów. Żaden z Polaków nie trafił do szpitala. Obecnie mieszkają u przyjaciół.
Iwona Kadłuczka – Goniec.com
Zaczęło się od „głośnego huku”. Około północy jeden z mieszkańców Barbican Hill, we wschodniej części Looe, zaniepokojony dziwnymi odgłosami wezwał policję. Po chwili na miejscu była już także straż pożarna.
Pod naciskiem wody, którą przesiąknięty był brzeg rzeki Looe, zawalił się mur oporowy. Tony gruzu uderzyły w parterowy dom, burząc tylną ścianę i załamując dach budynku. Dramatyczna akcja ratunkowa rozpoczęła się natychmiast.
Podczas gdy część służb ratunkowych przeprowadzała ewakuację okolicznych mieszkańców, reszta, nie tracąc czasu, próbowała dostać się do budynku. Pierwszy do środka wszedł przez okno posterunkowy Harvey Snell. Jednego z Polaków przygniotły belki stropowe. Spod gruzu wystawała tylko jego ręka i część głowy. Policjant, pomimo że budynek groził zawaleniem, został z mężczyzną do momentu, aż do akcji ze specjalnym sprzętem nie wkroczyli strażacy.
– Robiłem tylko to, co zrobiłby każdy na moim miejscu. Byłem pierwszy. Wszedłem, aby sprawdzić, czy są ranni. Dom był zniszczony. Tylnej ściany właściwie wcale nie było – opisuje Harvey Snell na łamach serwisu thisisplymouth.co.uk.
– Dotarłem do dwóch Polaków, którzy mogli się poruszać. Pomogłem im wydostać się przez okno. Było bardzo ciemno. Pod gruzem dostrzegłem jedynie rękę i tył głowy trzeciego mężczyzny. Wszędzie leżały kawałki pokruszonego betonu. Pierwsi dwaj mężczyźni mieli ok. 20 lat, trzeci z nich ok. 40. Słabo mówił po angielsku – dodaje.
– Trzymałem go za rękę i nie przestawałem z nim rozmawiać. Ze względu na ciężar i ryzyko zawalenia nie mogłem nic ruszyć na własną rękę – tłumaczy.
20 minut po północy na miejscu pojawili się strażacy. Policjant, któremu kazano opuścić budynek, zdecydował, że będzie kontynuował rozmowę z mężczyzną przez okno. Polaka udało się uwolnić ok. godz. 1.25. Był w zaskakująco dobrym stanie.
Około godz. 2 mieszkańcy okolicy wrócili do swoich domów. Żaden z Polaków nie trafił do szpitala. Obecnie mieszkają u przyjaciół.
Iwona Kadłuczka – Goniec.com
Dodaj do ulubionych
Startuj z nami
















Drukuj
Wyślij
Trwa wczytywanie...

Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.Brak komentarzy.